IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Simon Hathaway
Troublemaker


Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/01/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lut 13, 2015 7:03 pm

Mrówkowiec. Sama nazwa brzmiała już dostatecznie niehigienicznie, by zniechęcić Simona. Oto miał jedyną w swoim rodzaju okazję obserwować kulinarny mrówczy kopiec. Nagle poczuł, że chyba nie jest już tak głodny, a mimo to zaburczało mu donośnie w brzuchu, co gładko zignorował.
Damn. I'm not sure... I need snack or exorcism?
Otóż nic dziwnego, że Michael nie zwrócił nań uwagi na starcie. Nie należał do osób ekstrawaganckich, ubierał się prosto - biurowo, można by rzec, uniwersalnie. Brązowe, nieznacznie kręcone włosy i zielone oczy o nieco nieprzytomnym, ale sympatycznym spojrzeniu, ani wysoki, ani niski - człowiek wtapiający się w tłum, o ile odliczyć rękawiczki i manię czystości.
Że co? — niezbyt zrozumiał, zmarszczył brwi. Dopiero później załapał, że jego zachowanie mimo wszystko może się z lekka odcinać od normy. Pewnie o to chodzi.
A. Wiesz, tu wszędzie były czyjeś ręce, wydzieliny, bakterie, lęgowisko drobnoustrojów i w ogóle. Pełzają, toczą się, skręcają — odchrząknął znacząc by dać mu ostatecznie do zrozumienia, iż traktuje to bardzo poważnie. Należał do tych ludzi, którzy nie poprzestają na wiosennych porządkach.
Nieco się speszył, nie był do końca przekonany, czy mężczyzna nie patrzy na niego jak na czubka. Może toleruje go tylko z czystej kurtuazji i po tym spotkaniu rozejdą się każdy w swoją stronę?
Mimo to, gdy tylko Michael rozluźnił się nieco - zadziałało to w sprzężeniu, bo automatycznie Simon poczuł się pewniej. Chyba jedynie wmówił sobie ten krytyczny ton.
Ja raczej nigdy nie jem i nie piję w miejscach publicznych. Ale pomyślałem, że zamówię dla towarzystwa, bo sądziłem, że będziesz jadł to... ciasto — uniósł lekko brwi, jakby całkiem szczerze żałował, że Richards naciął się na coś tak nieapetycznego. Wyglądało na to, że wcale nie zamierza tego zjeść, a Simon zupełnie mu się nie dziwił.
Piegi, piegi... on miał ich tylko kilka. Parę na nosie, i - o losie~! - na karku. Ale na tym koniec, bez szaleństw. Michael natomiast to już zupełnie inna kategoria. On faktycznie był chodzącym dalmatyńczykiem, choć po prawdzie dodawało mu to uroku. Ocieplenie wizerunku, czy coś w ten deseń.
Niemal odskoczył, gdy obok ich stolika przebiegło z rekordową prędkością dziecko z paczką tłustych frytek. Nie udało mu się powstrzymać pełnego obrzydzenia spojrzenia i odruchowego objęcia ciasno własnych ramion.
Nigdy nie słyszałem. Mogę spróbować wywabić je wybielaczem, jeśli jesteś dość zdesperowany — zażartował, starając się opanować przemożną chęć nasłania na ten lokal sanepidu. Przebrał nerwowo palcami w powietrzu i naciągnął rękawiczki, akurat gdy ten o nie zapytał.
I co odpowiedzieć? Hathaway nie miał pojęcia, czy wyłożyć kawę na ławę i uraczyć go całym swoim stadium choroby, czy może sprzedać wiarygodną bajeczkę? uciekł spojrzeniem i nie mając pojęcia co by tu zrobić z rękoma, poprawił krawat pod szyją.
Boję się powierzchni. Dotykać, bo brudne. Bo zarazki. I bakterie, i wszystko. Wszędzie są ślady palców, wszędzie ktoś zostawił coś, nie wiem. Nie potrafię — wyznał wreszcie, konfrontując Michaela z niezbyt wygodną prawdą.
Widać wyciągnięte na blacie ręce Simona sprowokowały rozmówcę do dotyku, na co energicznie je cofnął. Nie z niechęci wobec niego, ale przyzwyczajenia. Nie dotykał ludzi. Nigdy nie dotykał, to było silniejsze od niego. Posłał mu krótkie, przepraszające spojrzenie i zagryzł miękko wargę. Wyglądał dość nieszczęśliwie, widać jego fobia wcale nie ułatwiała mu życia, często stając okoniem wobec prawdziwych pragnień mężczyzny. Pewnie, że chciałby dotknąć, poczuć ciepło, nierówność skóry, spróbować organoleptycznie. Nie potrafił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Michael
Dalmatyńczyk


Liczba postów : 62
Data dołączenia : 28/12/2014

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lut 20, 2015 6:11 pm

Gdy wyjaśnił mu, dlaczego na samym wstępie zajął się sprzątaniem, nieco się skrzywił. Gdyby tak na to spojrzeć, to faktycznie nie brzmiało to zbyt przyjemnie, a tym bardziej apetycznie. Znów spojrzał na tajemnicze ciasto, które w tym momencie wydało mu się jeszcze bardziej… obrzydliwe. Nie żeby Simon mu obrzydził jedzenie czy coś w tym stylu. Podejrzany mrówkowiec już od początku wydawał mu się niezbyt apetyczny, a kto wie, ile niezbadanego paskudztwa w sobie kryje.
Nieco bardziej zdziwił się, gdy ten oznajmił mu, że nie je w miejscach publicznych. Miał dosyć dziwne zwyczaje. Michael nigdy się nie przejmował ludźmi dookoła i jadł to, na co miał ochotę. Nie przepadał za tym, jak ktoś mu zaglądał w talerz, to fakt, ale raczej nigdy się nie zdarzyło, żeby miał dylemat, czy coś zjeść czy też nie. Jak bywa głodny to bez zastanowienia sięga po menu i… no. Jakoś to bywa.
- Jesteś pewien? Mogę ci nawet coś postawić, nie widzę problemu – spojrzał na swoje ciasto, które po chwili nieznacznie przysunął w jego stronę. – No chyba, że chcesz spróbować… tego wskazał ruchem głowy na talerz. Nie miałby nic przeciwko, gdyby Simon zdecydował się na spróbowanie jego zamówienia. Póki co, nie palił się do tego, aby samemu je zjeść. Chociaż pozostaje jeszcze opcja, że nie smakuje tak źle, jak z pozoru wygląda. Nie ocenia się książki po okładce, prawda?
Sam nieco podskoczył na krześle, gdy obok nich przebiegło dziecko. Nie powinien o tym myśleć, ale byłaby szkoda, gdyby tak całkowitym przypadkiem, akurat w tym momencie, Michael miałby rozciągniętą nogę obok stolika, na jego drodze. Aż się o to prosiło. Ale cóż. Wyszło jak wyszło. Pobiegło sobie bezpiecznie dalej, zostawiając zniesmaczonego Simona, obejmującego się ramionami. Nieco zabawna sytuacja. Znajomość z tym chłopakiem może być dosyć interesująca. Taka… inna od reszty. Samo wychodzenie gdziekolwiek może okazać się niemałym wyzwaniem, a Michael w zasadzie nie widział ku temu przeciwwskazań. No chyba, że jednak nie przypadł Simonowi do gustu i na tym jednym, jedynym wypadzie do kawiarni się zakończy ich znajomość. Westchnął nieco bezradnie na swoje myśli.
- Może kiedyś się do ciebie zwrócę o pomoc – zaśmiał się, zaraz po tym kontynuując – ale póki co, to chyba będę zmuszony dalej z nimi żyć. – Uraczył go potem kolejnym uśmiechem, chwilę później poważniejąc. Wsłuchiwał się w jego słowa z niemałym zainteresowaniem, którego nie ukrywał. Chciał utrzymywać z kim kontakt wzrokowy, ale Simon akurat uciekł spojrzeniem w bok. Chyba faktycznie ta choroba musi być dla niego uciążliwa. Z reguły nie mówi innym osobom, jak to bardzo przejął się ich losem, bo wie, że zazwyczaj bywa to niezręczne, ale w przypadku Simona wydawało mu się to dosyć bardzo na miejscu. Współczuł mu, nigdy się z takim rodzajem choroby nie spotkał. To dla niego nowość.
Speszył się, gdy jego towarzysz odsunął od niego dłonie. Przez głowę przeszła mu myśl, że może być to dosyć ciężka znajomość, ale w zasadzie niezbyt mu to przeszkadzało. Tak jak już wspominał – było to dosyć… nadzwyczajne, inne. Interesujące. Cofnął swoją rękę i podstawił ją sobie pod głowę, znowu mu się przyglądając.
- Nie męczę cię za bardzo? – spytał, po raz kolejny bębniąc palcami o stół. – Jeżeli jest tobie tutaj aż tak bardzo źle, to możemy pójść gdzie indziej. Gdzieś, gdzie poczułbyś się lepiej – mówiąc to, zajrzał za okno. Pogoda za oknem nie była aż taka zła. Co więcej – można powiedzieć, że jest znośna. Ziewnął nagle, informując siebie samego o nieznacznym zmęczeniu. Nie pił jeszcze swojej dziennej porcji kawy, a nocy nie przespał zbyt dobrze. Z jednej strony, miał teraz idealną okazję do tego, aby ją sobie zamówić, ale z drugiej, nie chciał też za bardzo przetrzymywać Simona.
- Pierwszy raz spotykam się z taką chorobą. Nie za bardzo wiem, jak się z nią obchodzić – uśmiechnął się do niego speszony, drapiąc się przy tym po głowie. Faktycznie Michael mógł być dla niego nieco nieporadny.

SORY BARDZO ZA OPÓŹNIENIE I NIE BIJ ZA MOCNO.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Simon Hathaway
Troublemaker


Liczba postów : 12
Data dołączenia : 30/01/2015

PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Lut 20, 2015 7:25 pm

Spojrzał na to ciasto tak, jakby uczyniło mu jakąś przykrość. Albo co najmniej ukradło mu ajaks. A niech go cholera, nie zamierzał ruszać tego mrówkowca. Wyglądał jak kamikaze?
Parsknął śmiechem, to go nieco rozluźniło i dodało mu otuchy; nie było tak źle jak się z początku spodziewał. Dopiero teraz zeszło z niego ciśnienie, dostatecznie by mógł wysnuć jakieś konkretniejsze wnioski z wyglądu i zachowania mężczyzny. Z tego co Simon wywnioskował z ich rozmów, pan Dalmatyńczyk był od niego młodszy o rok i robił tu za czyjąś Deltę. Well. Opiekun? Ciekawe co za dzieciak mu się trafił.
Mowy nie ma. Spasuję — to było chyba dość oczywiste, ale miło, że Michael dał mu możliwość odmowy. Zarzucenie zgrabnym veto w towarzystwie zawsze dobrze widziane. Hathaway pokręcił jeszcze głową na propozycję nowego zamówienia; minęłoby się z celem, nie był w stanie się przełamać.
Boję się tego jedzenia. Głupie, co? Nie wiem kto go dotykał, jak było przygotowane, z jakich produktów... boję się klamek, bo tyle osób ich dotyka. Poręczy w autobusie, bo chwyta za nią codziennie tylu przypadkowych ludzi. Dotyku. Długopisów w urzędach, zwierząt, przycisków w windzie. Obcych ludzi — wyrzucił z siebie w końcu, powoli wyliczając. Znalazłoby się tego dużo więcej, ale poprzestał na tym, co frasowało go głównie i przede wszystkim. Musiał brzmieć jak cholerny paranoik... zaraz. Był paranoikiem, o czym tu polemizować.
Nie chciał mu sprawić zawodu. Wiedział, że Michael chciał go dotknąć, co było dość nieoczekiwane i sympatyczne. Z pewnością by mu na to pozwolił, bo w gruncie rzeczy tego chciał - automatyzmy ruchowe były niestety szybsze od jego pragnień i silniejsze, na domiar złego. Ostatecznie Simon obserwował, jak szatyn cofa dłoń i opiera na niej głowę. W jakiś sposób było mu przykro i wstyd.
Kontakt wzrokowy przestał stanowić problem, gdy wrócił do siebie.
Simon, ogarnij się. To tylko dzieciak, przestań świrować.
Uniósł spojrzenie i poczuł momentalnie, jak robi mu się... jak? Coś gorącego spłynęło mu w dół kręgosłupa, niemal stracił czucie w dłoniach. Zwykle nikt nie poświęcał mu tyle uwagi, w dobrym tego słowa znaczeniu. Pierwszy raz od bardzo dawna druga osoba nie spoglądała nań jak na dziwaka z fobiami nie do przyjęcia.
Nie do końca świadomy tego co robi, zbyt zajęty zabawnym tematem jego piegów, przyglądał się mu z zaskoczeniem, bezmyślnie... gryząc kciuk. Gdyby się teraz połapał, dostałby pewnie ataku paniki, albo diabli go wiedzą. Na szczęście nic takiego się nie stało, a Hathaway uznał, że faktycznie chciałby rzucić okiem na te piegi. Nie zastanawiał się nad tym jak udałoby mu się go dotknąć. To wciąż była ogromna bariera, ale miło było przynajmniej to sobie wyobrazić. Za nic by się rzecz jasna nie przyznał, że miał pod powiekami obraz mężczyzny spotkanego dopiero co pierwszy raz, już co najmniej bez koszulki.
Nie, jest w porządku. Robi się trochę tłoczno, ale to w porządku, to... to dobrze — brzmiało to jak coś w stylu "zabierz mnie stąd" zmieszane z "tak bardzo chcę tu być póki tu jesteś i masz do mnie cierpliwość".
Znów padł temat jego choroby, więc zbył to machnięciem dłoni. To chyba będzie go prześladować do końca życia - i o jeden dzień dłużej.
Po prostu przymykaj oko. Jeśli możesz — wydawało mu się, że jest to jedyne możliwe rozwiązanie dla tego problemu. Nie chciał o tym mówić. Na chwilę chciał zapomnieć o całej sprawie, o swoich ułomnościach. Dlatego przesunął talerz z mrówkowcem w stronę Michaela i uśmiechnął się szeroko; przerzucali się tym paskudnym ciastem od początku spotkania.
No, chyba, że chcesz mnie gdzieś zabrać.
Wyglądał, jakby całkiem kusiła go ta opcja. Może ten plastikowy, pseudo-amerykański pub był marnym tłem dla ich wyjątkowo barwnych osobowości. Zmiana lokalizacji przynajmniej stanowiłaby urozmaicenie i pretekst, by zająć mężczyźnie więcej czasu. Tymi kategoriami mniej więcej myślał teraz Simon, bo oprócz tego modlił się w duchu, by było to jakieś sterylnie czyste miejsce. Może... zabiegówka?


KURWA UMARŁ W BUTACH, ZMÓW PACIOREK, CHAMIE.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kawiarnia   

Powrót do góry Go down
 
Kawiarnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bestat :: Arkadia :: / Dzielnica gastronomiczna-
Skocz do:  



Upadli
BlackButler
Półwysep Memente
Cursed
HogwartDream
Halo PBF
~**~
I love PBF
Dark side of internet.
Vampire Knight
Współpraca & Toplisty